FANDOM


UWAGA! SOM BRZYTKIE WYRAZY, DZIECI SIO.


W sumie to nawet nie wiem jakby można mnie określić. Wyprodukowano mnie już bardzo dawno. Pamiętam jeszcze czasy sprzed tego feralnego dnia. Moim domem było Fredbear's Family Diner. Przetłumaczcie to sobie jak chcecie, nazwijcie to jadłodajnią, rodzinną restauracją albo pizzerią. Dla mnie był to dom. Miejsce w którym byłem szczęśliwy jak nikt inny. Nie wiedziałem nawet że robot może takie coś odczuwać. Dzieci przychodziły, i bawiły się. Jak ja je uwielbiałem. Czasami jednak przychodził jakiś facet, wciskał coś na moich plecach i....zapominałem. Nie pamiętam co się wtedy działo. A tak poza tym, to mam na imię Fredbear. Pewnego pięknego dnia dwójka pracowników podeszła do mnie i do mojego najlepszego przyjaciela i partnera - Spring Bonniego. Jemu wcisnęli przycisk na plecach, i nareszcie dowiedziałem się co się dzieje, gdy to robią. Spojrzałem w tamtą stronę, i sobaczyłem, że pracownik wchodzi do jego środka, po czym schodzi w nim ze sceny, jak w zbroi. Potem znowu dziura w pamięci. Potem tylko leżałem na ziemi, i czułem się dziwnie wypchany w środku. Ludzie krzyczeli, dzieciak trzymał w łapie kawałek mózgu.

-Mamo, mamo! To galajetka!- krzyczał.

Podeszło paru pracowników.

-Cholibka. Zacisnęło ich w środku.- powiedział jeden.

Przez ułamek sekundy odliczany moim ponaddźwiękowym stoperem zasilanym energią atomową zobaczyłem jak coś ulatuje ze mnie i Spring Bonniego. Jakieś czarne chmury. Poza mną i Spring Bonniem, wszyscy zdawali się ich nie widzieć. I potem znowu dziura w pamięci. Obudziłem się z powrotem na scenie. I tak przez dobre parę tygodni. Do czasu. Po pewnym czasie zaczął pojawiać się jakiś....dzieciak i jego starszy brat. Znałem ich ojca, Vincenta. Pracował tu. Malec nie wyglądał na szczęśliwego, tak jakby się mnie bał. Po pewnym czasie zacząłem zauważać też jakby czarnego Bonniego i fioletowego Freddy'ego, ale gdy tylko zobaczyli że na nich patrzę, znikali rozpływając się w czarną mgłę. W końcu jakaś banda silnych dryblasów wraz z starszym bratem zaczęła gnoić tego małego. Próbowałem coś powiedzieć, żeby przestali ale oni podeszli trzymając go podczas gdy on się szamotał.

-Ej, ludzie! Smarkacz chce dać Fredbearowi całusa!- krzyknął dzieciak z naklejanym tatuażem na policzku.

-To dobra, chopki. Na trzy....czte....ry!- powiedział długowłosy chłopaczek który wyglądał jakby przedawkował Vibovit, po czym wrzucił dzieciaka do mojej szczęki. A ja ją....zacisnąłem. Jezu kurwa chryste. Nie pamiętam nic poza tym że następnego dnia obudziłem się tam gdzie zawsze. I tak przez następne parę tygodni. W końcu pewnego dnia roznosiłem dzieciom ciasto z kremem i owocami. Nagle usłyszałem krzyk za drzwiami. Wygląda na to że nie możemy strząsnąć z naszej pizzerii tego pecha. Obudziłem się w składziku następnego dnia. Dziwnym, bardzo sterylnym. Dookoła mnie głowy dziwnych animatroników. Nigdy jeszcze ich nie widziałem. Jakiś królik czy zając, i chyba kaczka, gęś czy tam kura. Było tam też trochę moich przystojnych mordeczek, tylko że brązowych. Co się dzieje? Już chyba noc. Wyjrzałem ze składzika. Na scenie stały animatroniki. Poczułem się nagle dziwnie, jakby coś mnie kontrolowało zdalnie. Moje ciało obróciło się wbrew mojej woli.

-Kim ja jestem?- zapytałem sam siebie. O co chodzi? Co się dzieje? Czemu mój głos brzmi tak dziwnie....jak dziecko. Przez całą noc nie mogłem się zdezaktywować. Próbowałem, ale nie mogłem. Coś mnie non stop aktywowało, ale nie w normalny sposób. Co się dzieje.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki