FANDOM


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

{W poprzedniej części...}

Gostek co przyniósł Wolly wyszedł. I teraz stało się coś okropnego...dziadek otworzył czaszkę Wolly i wyjął z niej jakiś panel. Podpiął ten panel do komputera.

-TO NIEMOŻLIWE! Ten robot myśli i czuje! Jak to możliwe? Kto to stworzył? Ciekawe czy każdy taki jest-gadał podniecony dziadek

Podbiegł potem do Glamure i zrobił to samo.

-O RANY! ROZBIERAMY WSZYSTKIE!!!-darł się dziadek sam do siebie

Podbiegł po chwili do mnie i....nic nie pamiętam

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

<<< PERSPEKTYWA DESTROYED WOLLY >>>

Czy.... to... jestem... już... nowa... "ja"? Nie, chwila... Dalej jestem sobą! Ale co z tym dziadkiem? Gdzie są wszyscy? Czuję wyraźny zapach dymu...

Podeszłam do drzwi i spróbowałam je otworzyć. Zamknięte. Dokładnie przejrzałam pokój i zobaczyłam w kącie ubrudzonego sadzą dziadka z laptopem na kolanach. Zabrałam od niego laptopa i zaczęłam przeglądać dokumenty. Tak wiem, wiem, to nie ładnie wkradać się do czyjejś własności, ale to nie czas na moralności. Dokumenty były puste. Smród dymu zaczął się coraz bardziej dawać odczuć. Usłyszałam walenie do drzwi.

- G-G-GLAMURE?! JESTEŚ T-T-TAM? - mówił Leo

- Nie, ale jestem ja, Wolly! - odparłam

- Wolly?! Przecież on ci wyjął.... a nie ważne! Chodź tutaj szybko!

- Ale jak mam wyjść geniuszu skoro drzwi są zamknięte?

- A no tak, chwilka.

Po tych słowach Leo z wielkim hukiem wywarzył drzwi. Był cały czarny od sadzy i śmierdział dymem. W niektórych miejscach miał stopiony materiał, a jedno oko było całkowicie spalone!

- Co się dzieje? Pali się coś? - spytałam

- Na górze szaleje totalny pożar! Ktoś zapruszył ogień przed wyjściem i teraz wszystko p-p-płonie! Nie ma jak wyjść!

- Ale co? Kto? Kiedy?

- Później będą pytania, chodź!

Wybiegliśmy z warsztatu i pobigliśmy na górę. To co ujrzałam to jedno wielkie piekło! Wszystko stało w płomieniach, na ziemi leżały spopielone zwłoki klientów oraz Future Freddy'ego i Future Bonnie'go. Ściany były czarne i zniszczone. O suficie i podłodze nie wspomnę.

- Dobra Leo, poszukajmy bardziej bezpiecznego miejsca!

Na całym swoim mechanicznym ciele czułam żar. Odwróciłam się zdziwona brakiem reakcji Leo i ....

- LEO!!! BOŻE NIE!!

Leżał w pół stopiony na schodach. Głowę miał tak zniekształconą od gorąca, że nikt by go nie poznał. Jego ciało wręcz się rozpływało od temperatury. 

- Słońce, nie martw się! Masz przecież mnie! - oznajmił tajemniczy ktoś za moimi plecami

Zgadniecie kto to był? To ten baran.... Mój KOCHANY baran. 

- Znowu chcesz wpie**ol ode mnie?

- Hahaha, zobaczymy zaraz kto tu będzie tak cwaniakował! - zarechotał

Nawet nie zdążyłam mu wyjechać z wiązanką "pięknych" słów, bo złapał mnie za ramiona i zaczął pchać w centrum pożaru.

- O nie, nie, nie mój drogi! Nie dam ci się tak!

- Napewno? - zapytał irytująco spokojnym głosem

Zobaczyłam za nim cień. Cień jakiegoś człowieka. Zaczął on pchać barana w plecy. Nie mogłam utrzymać takiej siły i udało im się. Poleciałam prosto w płomienie razem z baranem. Podłoga była tak przepalona, że zapadła się ze mną do piwnicy. Przysypała mnie sterta płonących desek

- RATUNKU! P-P-POMOCY! N-N-NJEEEECH MMNIEU KTTOOŚŚ RAA....

Temperatura wygrała. Zaczęłam topić się jak nędzna chinśka zabawka. Gorąc był tak piekielny, że nie wytrzymałam....

<<< PERSPEKTYWA DESTROYED FREDDY'EGO>>> 


Siedziałem sobie w swojej "Ulubionej" rurze koło sceny. Dzień zapowiadał się jak zawsze. Gdy wszyscy klienci wyszli z sali głównej na podwórko zobaczyłem gostka ; pracownik tej dziwnej restauracji niosący kanister. Wyszedł szybko do schowka. Delikatnie otworzyłem swoją rurę i wyszedłem pod ścianę. Udałem się w stronę wejścia głównego.

- Atrakcje nie powinny wędrować po lokalu! - usłyszałem za plecami

Pracownik stał za mną i błyskawicznie mnie strzelił z paralizatora. Poczułem ogarniający mnie bezwład. Upadłem na podłogę i powoli zacząłem tracić przytomność. Zobaczyłem jak wszyscy wchodzą do lokalu a gostek z kanistrem stoi koło wyjścia.

| PÓŹNIEJ |

Dym, ogień, gorąc... otworzyłem oczy i poczułem się jak w centrum imprezki u Lucyfera. Wszędzie ogień, dym i trupy. Sfajczone trupy. Koło wyjścia widziałem jak Wolly się szarpie z baranem. Zacząłem się czołgać w tamtym kierunku. Przeczołgałem się koło dziury w którą zapadła się Wolly. Gdy już uciekłem z centrum tego koszmar całe nogi miałem stopione. Nawet mój wielki urok naturalny mnie nie ocalił przed tym jak wyglądam! Cały w sadzy i stopionym plastiku! Wyciągnąłem rękę do wyjścia i już miałem otworzyć drzwi.

- A pan to gdzie się wybiera? - usłyszałem dziwnie znajomy głos

Dym i wysoka temperatura znacząco uszkodziły mój wzrok. Odwróciłem się i ujrzałem cień mężczyzny. Jedną ręką trzymał za rękę dziewczynkę w spódniczce, a drugą trzymał chłopczyka.

- Pewnie już wiesz, że to koniec. Ale ja jestem litościwy! Pozwolę ci umierać w mniejszych męczarniach niż gdybyś umierał u mnie w warsztacie hahaha!

Nie bawiło mnie jego poczucie humoru...

- Uratowałem tego chłopca przed Matką, tą dziewczynkę przed Nim, to więc czemu ciebie nie ocalić? Emily, podejdź do naszego misia i zrób co wcześniej ci powiedziałem.

Dzieczynka do mnie podeszła. Z bliska już ją dokładnie widziałem i powiem wam, że nie jest ładna! Nie ma oczu (tylko czarne, puste oczodoły z których się sączy krew zanieczyszczona sadzą), ma ubraną czerwoną spódniczkę do kolan, jest cała blada i ma brązowe, zakrwawione włosy.

- Sel Duhr! Ventu jyri sten! - wybełkotała i wbiła mi rękę w pół roztopioną klatkę piersiową. Wyrwała mi jakieś przewody i wróciła do mężczyzny. To mnie całkiem obezwładniło.

- No to ty tutaj zażywaj sobie sauny, a ja odprowadzę moich przyjaciół!

Nikogo nie musiał odprowadzać, bo dzieci po tych słowach "wybuchły" w chmurę czarnego dymu śmiejąc się demonicznie. Temperatura spowodowała, że całkowicie zacząłem się roztapiać. W dali usłyszałem syreny strażackie, ale wiedziałem, że nie mam szansy na ratunek.

- Dobra, to ja się zmywam! - powiedział tajemniczy gość i uciekł w głąb restauracji

Ja natomiast skonałem. A tuż przed zaśnięciem zobaczyłem kawałek fioletowego materiału oderwanego od płaszcza mężczyzny...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki