FANDOM


UWAGA!

Może tu zajść wiele nieprzyjemnych słów, też coś na temat religii i wiele innych rzeczy. Czytasz na własną odpowiedzialność.



Prolog:

Żyjemy w trudnych czasach? Otóż to zależy bo w średniowieczu był problem... A chuj wie przejdźmy do sedna.


Nasz świat a raczej nasz "kraj" jest codziennością w naszym życiu. Mieszkamy w spokojnych domach gdzie mamy telewizory, laptopy, komputery, playstation czy inne badziewia potrzebne do życia dla dzieciaków. Dorośli też są i mają swoje obowiązki jak karmienie dzieci, codzienne zakupy, sprzątanie, praca i bla bla bla...

W końcu przejdę do sedna.

Mieszkam wraz z przyjaciółmi gdzie jest nam dobrze. Dokładniej jest tutaj przywódca Max, który został 5 przywódcą tego świata, Api czyli jego dziewczyna i tak samo panuje tym światem z Max'em, Hedż to prawa ręka Max'a, którego nie interesuje życie innej osoby ale walić to... Ja zaś byłam pomocnikiem Api, zaś drugą osobą z pomocnic była Krwawa, która siedziała tylko w kiblu... Nie ważne co tam robiła ale powiem dalej. Było też wiele innych ale nie zbyt ich pamiętam. Jednak to nie wszystko... Nasz kraj był otoczony murami (czyli jakby co to chodzi o cholerne zamknięte granice). Jednak mury opadały jak ktoś z nas chciał wyjść czy wejść, też wpuszczano turystów na zwiedzanie czy po prostu przyjechanie do nas na jakiś czas. Drugą rzeczą były inne kraje a bardziej tak zwane "wrogie" osobniki, którzy planowali tylko atak na nas. Jednym z naszych wrogów był Kraj: Katolibeno czyli klan Benia, który chciał nas zgładzić bo nie słuchaliśmy jego religijnych rozkazów, które padały ale zostały wyrzucone do dupy murzyna Stanisławka. Do rzeczy, chciałam tylko poinformować o tak zwanych klanach: P.B czyli rzecz mówiąc: Przeciw Beniowi. Ich przywódcą był tak zwany Łukasz, który za wszelką cenę chciał zgładzić Benia i jego klan. Wiele razy trafiał przed Max'em ale w chuj i tak to nic nie dało bo ten robił swoje. Często też był odstępny człek o imieniu Kefir, który często prześlizgiwał się do klanu Benia i rzucał pomidorami w jego plakaty (bo tam w klanie Benia było w chuj jego plakatów). Jednak ten nie trafiał do Max'a ponieważ nikt go jeszcze nie przyłapał na tym okropnym (pięknym) czynie. 


To na razie tyle :v



Rozdział 1: Spotkanie z wrogiem.

Dzisiaj był bardzo, bardzo piękny dzień (Gigan srał olejem ale cicho). Hedż i Max ruszyli na miasto by pomóc mieszkańcom, noooooo... Max pomoże, ale patrząc na Hedża to nie będzie się czego spodziewać. Max zapukał do jednego mieszkania i otworzył przed nimi osoba a mianowicie ich przyjacfel Ziomek.

-O WITAM!- Krzyknął uradowany.

-Nie napalaj się tak bo ci gówno przez otwór jamy ustnej wyskoczy... PRACOWAŁEŚ JUŻ W TEJ KOPALNI?!- Powiedział agresywnie Hedż.

-Hedż...- Powiedział Max, zaś ten błyskawicznie się obrócił.

-Eee.... Ok?- Powiedział troche zmieszany.

-Chcieliśmy zobaczyć co u ciebie i czy wszystko jest w miarę ok?- Powiedział Max.

-Ta. Raczej wszystko ok a co?- Spytał Ziomek.

Max był nieco zamieszany bo nie wiedział jak powiedzieć mieszkańcom jego terenów o tym, że Benio chce tu przyjść i zamieszkać na parę dni.

-Oglądaj dzisiaj TV na kanale 69 to zobaczysz.- Powiedział Max i odszedł z Hedżem.

-Mam nadzieję, że się nie zbuntują... BO INACZEJ DO ŁAGRU Z NIMI!- Krzyknął rozweselony Hedż.

-Nie będzie żadnego łagru, bo się nikt nie zbuntuje a co dopiero mieszkańcy tego klanu.- Rzekł przywódca. 

Hedż zrobił trochę ponurą minę (bo chciał już rzucać do łagru no). 

-A co jeśli się jednak zbuntują?- Powiedział znowu Hedż.

-NIE! ZBU! NTU! JĄ! Zrozumiałeś?- Krzyknął Max.

-Krakuv.- Powiedział Hedż.

-Ehhh...- Max złapał się za głowę.-Wracam do domu bo się źle czuję.- Po czym pomaszerował wzdłuż ulicy gdzie mieścił się jego dom (Max mieszka na ulicy Januszewej 22 :v). 


WIECZÓR

W końcu większość mieszkańców dowiedziała się przez media o tym, że Benio przyjeżdża do miasta ponieważ chce zawrzeć sojusz. Jednak większość z obywateli nie była zadowolona z tego powodu a co najbardziej zespół Łukasza. Nikt nie wiedział co ma zrobić bo ponoć sam Benio miał przyjechać za 2 dni. Po czasie rozmyślania to doszedł wniosek, że trzeba robić to co się zawsze robiło (jeść, spać, fapać, srać itd.), w końcu po tych dwóch dniach pan wielka lesba znaczy Benio przyjechał do naszego świata. Był ubrany jak ksiądz ale widocznie to nie był ten płaszcz księdza tylko jakieś szaty szlachty czy coś takiego. Każdy mieszczanin miasta spojrzał na Benia.

-Zaraz... GDZIE SĄ PLAKATY  ZE MNĄ NA DRZWIACH, DOMACH I INNYCH RZECZACH?!- Krzyknął Benio.

-Jak mu przyjebię to jego twarz znajdzie się na drzwiach łagru...- Powiedział Hedż ostrząc jakiś tam nóż.

-Myślisz, że ja nie chcę mu wpierdolić?- Powiedział Żyrandol (to je jego przyjacfel :v), który też patrzył na jakiś karabin w Brico Marshe. W końcu Benio zeskoczył ze swojej "karocy", którą prowadził... Jakiś murzyn ale jebać to. Benio wyciągnął ręce.

-Dzisiaj będzie powstanie kościoła!- Krzyknął na całą dzielnicę a ludzie patrzyli się na niego jak na debila.

-Przepraszam... Co takiego?- Powiedział jakiś gościu.

-POWSTANIE KOŚCIOŁA!- Krzyknął znowu. Gościu bardziej zmarszczył czoło i po prostu odszedł a jego mina to wyglądała tak i pewnie jego myśli to: Jeb się.

W końcu Benio i Max zaczęli rozmawiać i po jakimś czasie Benio poszedł do jakiegoś tam hotelu.

-Chciałem mu dać hotel -5 gwiazdkowy czyli tam gdzie śpią biedacy hehehehe...- Powiedział do siebie Hedż.


Następny dzień okazał się katastrofą...


Kiedy next? Nie wiem na razie brak weny i odpoczynek :v




Rozdział 2: CO JEST?!

Pewnego dnia Cleopatera oraz Nadzieja wyszły spokojnie z domu bo otóż były sąsiadkami. 

-I jak gdzie idziemy?- Zapytała Nadzieja.

-Nie wiem... Co propo?- Nie dokończyła kiedy nagle jeden murzyn ukradł jej torebkę.

-Co do?!- Krzyknęła Cleo i zaczęła za nim biec. Jednak murzyn był szybszy aż do pewnego czasu. Tym czasem Max czyli władca tego klanu i miasta szedł sobie spokojnie po zakątkach i był zamyślony. Tym razem zauważył jak biegnie szybko murzyn z jakąś torebką. Max od razu się zorientował, że w jego mieście doszło do kradzieży. Od razu kiedy murzyn biegł on go staranował i przycisnął do ściany od jednego budynku.

-Kradniesz w moim świecie czarnuchu?!- Krzyknął Max i po chwili murzyn go opluł. Max się wkurzył i przywalił mu solidnie i wyrwał torebkę z jego czarnych rąk. Po chwili murzyn uciekł.

-Co za pieprzony chuligan!- Krzyknął wkurwiony Max i zobaczył, że biegnie akurat Nadzieja i Cleo. Cleo zdyszana odebrała swoją torebkę i podziękowała Maxwellowi. 

Jakiś czas potem Kefir dostał zlecenie od Hedża by ładnie ustroił ścianę dla skate parku. Jednak Kefir zamiast narysować fajne graffiti to i tak chwycił się za malowanie kutasów oraz środkowych palców na ścianie. Jednak dopiero po chwili przyszła Wander.

-Człowieku... Graffiti to nie kutasy.- Powiedziała Wand.

-No ale nie jest fajne?- Spytał Kefir.

Wand zrobiła poważną minę.

-No dobra namaluję... Może jakąś gwiazdę i fajne efekty?- Zapytał. Wand pokiwała głową i odeszła. Kefir wziął się do pracy co zajęło mu 3 godziny. Trochę wyczerpany poszedł do "wodopoju dla ludzi". Po 5 minutach wrócił i się załamał... Wszędzie były napisy: Allah. Kefir się mocno wkurwił i zobaczył, że wszystko z farb w spreju zostało rozlane przez co utworzyły dziwne plamy. Po chwili Wand przyszła i się załamała.

-Zwariowałeś?!- Krzyknęła patrząc na bałagan.

-Ale to nie ja (wat)- Powiedział również wkurwiony Kefir.

-To kto to namalował?!- Krzyknęła znów.

Nagle zauważyli jak jeden z murzynów co był ujebany na biało zaczął uciekać.

-Cholera... Trzeba to zamalować... Zrobisz to?- Zapytała Wand. Kefir pokiwał głową i zaczął znowu swoją pracę. W końcu Kefir skończył pracę i nikt już nie przemalował ścian w skate parku. Jednak Wand napisała skargę do Hedża, który nieco się zdziwił. Hedż pewnego dnia sprawdził papiery w Urzędzie Miasta i jego oczom upadły dziwne słowa.

Otóż była tam umowa o imigrantach z klanu Benia. Otóż została ona podpisana i za akceptowana przez co jest ich teraz 100 w mieście zaś za 3 tygodnie będzie ich 2 000. Hedż się załamał i poszedł od razu do Max'a. Akurat Max rozmawiał z Wander.

-Masz chuju!- Krzyknął Hedż i rzucił mu papiery.

-Co to jest? I nie nazywaj mnie chujem!- Krzyknął Max. Wand spojrzała na papiery.

-Co... MAX TY CHUJU!- Krzyknęła tym razem Wander.

Max się ostro wkurwił i wyrwał papiery. Spojrzał na nie i aż się zdziwił.

-Co do... Tu jest mój podpis... JA NICZEGO TAKIEGO NIE PODPISYWAŁEM!- Krzyknął wściekły Max przez co spojrzał na Hedża.

-Ode mnie się odpierdol ja byłem cały czas zajęty... Tutaj musiałem pomóc w kamienicach zaś drugi raz byłem w banku.- Powiedział Hedż. Potem Max spojrzał agresywnie na Wand.

-Ja załatwiałam sprawę z Kefirem oraz sprawę w sądzie.- Powiedziała Wand.

Doszło do lekkiego konfliktu między trójcą. Dopiero po godzinie doszedł wniosek, że ktoś ich wrobił.

-Ale jak to możliwe?- Zapytała Wand.

-Max... Czy ty pisałeś coś z Beniem?- Spytał Hedż.

Max się zamyślił.

-Nie pamiętam...

Hedż i Wand walnęli solidnego facepalma.

-ZARAZ! Benio dał mi pewien świstek... Taki jakby napiwek i powiedział, że mam go podpisać w zamiar on podpisze mi kawałek karteczki... O kurwa...- Powiedział Max.

I sprawa się potoczyła tak, że był to podstęp Benia.


CDN

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki